Zastanowiła mnie dziś następująca sprawa – czy po początku danego procesu, np. znajomości, możemy próbować przewidzieć jej dalszy rozwój? Czy rozsądne jest oczekiwanie, że coś co świetnie się zaczęło, dobrze się skończy?
Zgodnie z teorią proaktywności autorstwa Viktora Frankla, nasze myśli i działania mieszczą się w trzech kategoriach.
1. Strefa pełnej kontroli -np. to co myślę teraz, jest pod moją kontrolą. Ja jestem autorem moich myśli;
2. Strefa wpływu -mojemu wpływowi podlega to co myślą i robią inni ludzie. Nie kontroluję Twoich myśli, ale tak jak w tej chwili wpływam na ich treść, poddaję pomysły;
3. Strefa poza wpływem – czynniki z którymi nie wchodzimy i nie możemy wejść w interakcje. Przykładem jest pogoda, polityka wewnętrzna Chin, zawartość chloru w wodzie z wodociągów miejskich.
W związku z tym, że większość rzeczy jest poza moją kontrolą lub mam na nie ograniczony wpływ, a z drugiej strony te same rzeczy w dużej mierze kształtują moje życie (przyzwyczailismy się i już ich nie zauważamy), wpisują je w ramy, można by wyciągnąć wniosek, że niewiele ode mnie zależy i nawet po dobrym początku nie powinienem się spodziewać dobrego końca.
Naukowcy rumuńscy twierdzą, że ponad 60% świadomego czasu spędzamy na gdybaniu i próbach wprowadzenia zmian w obszarze 3, co nie jest możliwe (bardziej precyzyjnie – nie jest możliwe przy posiadanych na daną chwilę zasobach). A jednak chcę, żeby dobre początki dawały mi dobre zakończenia, tak jak piloci życzą sobie tylu lądowań, co startów.
Gdzie zatem jest rozwiązanie? Jak to zrobić, żeby zajawka szczęścia nie znikała niczym miraż w świecie entropii i systemowych ograniczeń? Jeśli moge wygrać szczęśliwe zakończenie, to jak mam grać, żeby ograć los? Wot, zgadka, do pomyślenia.
#1 by Cebrita on 28/11/2009 - 12:20
Quote
3. Strefa poza wpływem.
.
ale porusza ten temat i daje bardzo do myślenia.
Jestem tego zdania, że nie mamy wpływu na to co się zdarzy. Oczywiście sporo rzeczy jest konsekwencją naszych wyborów: jeśli postanowiłam, że zostanę projektantem i konsekwentnie do tego dążę to wiadomo, że nim zostanę. Czy zostanę dobrym projektantem? Czy będę projektować jednorożce? To już czas pokaże, bo na to nie mam wpływu. Nie mam wpływu, gdzie mnie los “rzuci” i nagle się okaże że świetnie się realizuję nie w projektowaniu jednorożców, ale w złotych krowach. Właściwie też nie mam wpływu czy będę dobra, bo chęci chęciami, praca pracą, ale jednak wierzę w to, że trzeba mieć jakiś zasób wrodzony, jakąs klapkę przestawioną tak a nie inaczej, żeby to świetnie działało (nie mylić z tym, że dziecko projektanta bedzie świetnym projektantem, często klapka pojawia się z nikąd
Nie mamy wpływu. Wiele razy coś co wydawało mi się szczęściem i świetną drogą, która będzie szczęśliwie przebiegała – kończyła się przepaścią, sprzed której należało uciekać
I odwrotnie, katastrofa, która wydawała mi się końcem świata okazywała się później, bez mojego wpływu, zbawieniem.
Film “Efekt motyla” porusza tę kwestię. Jest w sumie średnim filmem
#2 by Piotr Stefaniak on 28/11/2009 - 13:44
Quote
Ależ mamy wpływ na wiele rzeczy. Pisząc swój komentarz wpłynęłaś na mnie. Skazałaś mnie na pomyślenie
. Owszem – nie jest to działania ze strefy 1 – kontrola – chyba że mamy jakieś czarodziejskie umiejętności generowania myśli w głowach innych ludzi.
Mam kontrolę nad tym co i ile zjem, wypiję a więc mam wpływ na moje fizyczne samopoczucie. Mam wpływ na to co się dzieje w mojej bezpośredniej bliskości. Życie składa się z drobnych fragmentów mozaiki. Możemy przestawiać je pojedynczo, próba przesunięcia całości często kończy się rozsypaniem układanki.
Stąd być może Twoje wrażenie, że nie mamy wpływu na życie (czyli to co się zdarzy). Na życie nie, ale na następne kilka minut tak, a stąd już niedaleko do “efektu motyla”, który jako teoria matematyczna zakłada, że COKOLWIEK robisz, zmieniasz wszystko.
#3 by Cebrita on 28/11/2009 - 13:51
Quote
Tak. Zgoda, np. w kwesti obiadu miałam wpływ, jem parówki w cieście naleśnikowym. Na szczęście wyszły pyszne
#4 by meliniak on 04/12/2009 - 14:38
Quote
Bardzo miło się czyta Stefciu!;] a Tych Indian to Ci cholernie zazdroszcze… to jest życie..:)
#5 by Piotr Stefaniak on 04/12/2009 - 23:23
Quote
niestety, już mi się skończyli. Ale podobno jesienią ma być świeża dostawa.
.
A tak serio – nie ma ważniejszej rzeczy niż życie swoim snem. I pasja. I miłość. I mizeria do ziemniaków posypanych koperkiem ze zsiadłym mlekiem do popijania.
#6 by meliniak on 05/12/2009 - 13:03
Quote
Wielu mysli, że to takie proste… pasja, miłośc marzenia… a rzeczywistość okazuje się znacznie trudniejsza…
#7 by Cebrita on 07/12/2009 - 02:46
Quote
“I mizeria do ziemniaków posypanych koperkiem ze zsiadłym mlekiem do popijania.”
Oh! Dla takich smaków uwielbiam żyć!!
#8 by Piotr Stefaniak on 08/12/2009 - 23:25
Quote
“Wielu mysli, że to takie proste… pasja, miłośc marzenia… a rzeczywistość okazuje się znacznie trudniejsza…”
Rzeczywistość rozgrywa się w naszej głowie, a zadowolenie jest również funkcją oczekiwań.
.
Tylko nie pisz proszę “powiedz to samotnej matce wychowującej z zasiłku dzieci”, bo będę musiał się zastanawiać co wtedy odpisać (i będą to długie, mało zrozumiałe zdania z dodatkiem obcojezycznych wyrażeń)