Słowem wstępu
Nie lubię blogować. Tę myśl wygenerował impuls dobiegający do mojej głowy od palców piszących te słowa. Nie lubię i już. Trochę jak mój syn, który nie lubi pomarańczy. Nie próbował, ale nie lubi.
Tak to już ze mną jest, czasem muszę sobie ponarzekać, zanim na dobre się do czegoś zabiorę. Za to jak już ruszę, mało co może mnie zatrzymać, znikają przeszkody i doba staje się zbyt krótka.
Doświadczenie zawodowe
Brać trenerska reprezentuje dwa nurty – teoretyczny, który mówi o tym, że trener nie musi mieć doświadczenia w kwestii, której naucza. Sednem pracy trenera jest uczenie jak daną rzecz wykonać, a nie mistrzostwo jej samodzielnego wykonania. Jest w tym trochę racji, choć sam nie potrafię do końca się do tego kierunku przekonać. Drugim nurtem jest podejście praktyczne, który stara się udowodnić, że własne doświadczenie, popełnione błędy i sukcesy, są najlepszą podstawą do inspirowania i uczenia innych.
Gdybym musiał opowiedzieć się po którejś ze stron, stanął bym po stronie praktyki, która w moim przypadku sięga od negocjacji, przez sprzedaż do zarządzania zespołem. W tych branżach i tematach czuję się pewnie jako trener – doradca.
Uczyłem się od
Uczyłem się od małego
. Uwielbiałem spacery z psami po łąkach w pobliżu domu. Psów była cała gromada, hodowaliśmy owczarki niemieckie. Jako mały brzdąc prowadzałem na smyczy po dwa wilczury, udając że mam pełną kontrolę. Kilka lat później wilczury udawały w zabawie, że to one są górą.
Moje różnorakie zainteresowania wprowadzały zawsze galimatias w nauce. Bardzo ciężko mi było się zdecydować, czy wolę uczyć się fizyki, czy geografii, a może angielskiego. W rezultacie początki „poważnej edukacji” poświęciłem na zgłębianie tajników cybernetyki, by po kilku latach zmienić kurs na socjologię, która pozostaje moją pasją do dziś.
Najcenniejszymi nauczycielami byli i są ludzie wokół mnie. Rodzina, przyjaciele, ludzie spotkani w podróży. Sam jestem swoim nauczycielem i uczniem. W ten sposób nigdy nie spóźniam się na lekcje.
Znam się na
Doskonale – znam się na sprzedaży. Swobodnie poruszam się w różnych jej ujęciach i metodologiach. Samodzielnie przygotowuję szyte na miarę klienta systemy sprzedażowe.
Bardzo dobrze – znam się na komunikacji i radzeniu sobie ze stresem, ze szczególnym uwzględnieniem negocjacji. Jest mnóstwo sposobów na lepsze zrozumienie rozmówcy i dokładniejsze wyrażenie myśli. Jest wiele dróg do budowania trwałego porozumienia opartego o szacunek i zrozumienie. Ciągle szukam nowych.
Dobrze – znam się na zarządzaniu zespołem i motywowaniu. Po prostu, po ludzku, wiem co zrobić by chciało się chcieć i żeby gość idący na czele kolumny nie nazywał się zwiadowca, tylko lider.
Nie znam się na – wielu rzeczach. Na większości z nich nie chcę i nie będę, część czeka na odkrycie.
Urodzony
Nie wiem co świeciło na niebie w zimną, styczniową noc roku 1977, ale zapewne była to gwiazda szczęśliwa. Jej ogon ciągnie się nade mną do dziś.
Sens życia
Po mojej szczęśliwej gwieździe we krwi pozostało mi zainteresowanie astronomią. Nie wytropiłem jeszcze tej ślicznotki, ale w międzyczasie odkryłem, że to co mnie napędza, to oswajanie nieznanego i łapczywe pożeranie nowych porcji wiedzy. Brzmi banalnie, jednak ciekawy temat może mnie pochłonąć bez reszty…aż do znalezienia kolejnej ofiary, która zechce mi opowiedzieć coś zajmującego. Samolot, klarnet, supernowa, maine-coon, co to za kwiat na trawniku? Szukam.
Krok po kroku
Nauczyłem się ufać swoim wyborom. Ciężko jest oceniać ścieżkę po pierwszych krokach. Trzeba iść, rozglądać się i patrzeć pod nogi. Czasem cofnąć się o krok, przeskoczyć kałużę. Czasem wpaść w błoto po kolana. Życie płynie w jednym kierunku, napędzane przez nieubłagany czas. Wiem skąd ruszyłem, wiem że kiedyś każdy się zatrzyma. Do nas należy wybór trasy, a ja chcę zobaczyć jak najwięcej. Narodziny i śmierć – dwa nawiasy, pomiędzy którymi podróżujemy krok po kroku.
Czas
Zawsze zastanawiałem się nad zdaniem „nie mam czasu”. Mamy go tyle samo, a skróty myślowe prowadzą nas na manowce.
Mam mnóstwo czasu. Lubię robić rzeczy w swoim tempie, bez poganiania. W niektórych zagłębiam się i godzinami rozmyślam, inne robię pobieżnie, oby tylko przeszły moją wewnętrzna kontrolę jakości opartą o mechanizm „minimum przyzwoitości”.
Nie lubię
Mówiłem już, że nie lubię pisać blogów? Na szczęście pewnie nigdy mi się to nie przytrafi .
Uwielbiam
Czytać, pisać, mówić, słuchać, spędzać czas z bliskimi, podróżować, puszczać latawce, jammować w gronie ludzi „czujących bluesa”, rozmawiać pół nocy z przyjaciółmi, palić fajkę pod szklaneczkę szkockiej, głaskać koty, jeździć samochodem, pływać, latać samolotem, lenić się i nic nie robić, spacerować po lesie, patrzeć w gwiazdy, szperać w Internecie, gotować i zjeść coś smakowitego. Lubię lubić. Blogować też już chyba lubię
Szukam u ludzi
Wspólnych wartości. Możemy mówić innymi językami, mieć inny kolor skóry, ale jeśli mamy na dobry początek podobne fundamenty w postaci wzajemnego szacunku, szacunku do ludzi, siebie, świata – dogadamy się.
Czytając książki Karola Maya rozmyślałem o Indianach przemierzających bezkresne prerie. Podziwiałem ich szlachetność, dumę, szacunek do przyrody, umiejętność dzielenia się z potrzebującymi, pomoc słabszym, zdrową rywalizację, samodyscyplinę, branie tylko tyle, ile potrzeba, dystans do siebie i do niepomyślnych zdarzeń, powściągliwość, szczerość, prawdomówność, harmonijny rozwój sprawności ciała i ducha. Marzenia zaprowadziły mnie do nich. Mieszkałem wśród Indian Cherokee, wielkim honorem było dla mnie przyjęcie w szeregi plemienia. Okazało się, że nasze stare, dobre, Słowiańskie wartości nie są aż tak odległe od Czerwonej Drogi. Praca moich Rodziców nie poszła na marne.
Szukam u ludzi wiary w marzenia i własne ideały. Prawdy i uśmiechu. Bycia sobą i radości z tego faktu.