Zastanowiła mnie dziś następująca sprawa – czy po początku danego procesu, np. znajomości, możemy próbować przewidzieć jej dalszy rozwój? Czy rozsądne jest oczekiwanie, że coś co świetnie się zaczęło, dobrze się skończy?

Zgodnie z teorią proaktywności autorstwa Viktora Frankla, nasze myśli i działania mieszczą się w trzech kategoriach.

1. Strefa pełnej kontroli -np. to co myślę teraz, jest pod moją kontrolą. Ja jestem autorem moich myśli;

2. Strefa wpływu -mojemu wpływowi podlega to co myślą i robią inni ludzie. Nie kontroluję Twoich myśli, ale tak jak w tej chwili wpływam na ich treść, poddaję pomysły;

3. Strefa poza wpływem –  czynniki z którymi nie wchodzimy i nie możemy wejść w interakcje. Przykładem jest pogoda, polityka wewnętrzna Chin, zawartość chloru w wodzie z wodociągów miejskich.

W związku z tym, że większość rzeczy jest poza moją kontrolą lub mam na nie ograniczony wpływ, a  z drugiej strony te same rzeczy w dużej mierze  kształtują moje życie (przyzwyczailismy się i już ich nie zauważamy), wpisują je w ramy, można by wyciągnąć wniosek, że niewiele ode mnie zależy i nawet po dobrym początku nie powinienem się spodziewać dobrego końca.

Naukowcy rumuńscy twierdzą, że ponad 60% świadomego czasu spędzamy na gdybaniu i próbach wprowadzenia zmian w obszarze 3, co nie jest możliwe (bardziej precyzyjnie – nie jest możliwe przy posiadanych na daną chwilę zasobach).  A jednak chcę, żeby dobre początki dawały mi dobre zakończenia, tak jak piloci życzą sobie tylu lądowań, co startów.

Gdzie zatem jest rozwiązanie? Jak to zrobić, żeby zajawka szczęścia nie znikała niczym miraż w świecie entropii i systemowych ograniczeń? Jeśli moge wygrać szczęśliwe zakończenie, to jak mam grać, żeby ograć los? Wot, zgadka, do pomyślenia.

Tags: , , ,